Europejscy terroryści, uśpieni ale nie pokonani.

Terroryzm dzisiaj jednoznacznie kojarzy się z fundamentalizmem islamskim. Gdyby jednak cofnąć się przed 11 września 2001 roku i atak Al Kaidy na World Trade Center, to słowo to dużo częściej było używane w kontekście białych Europejczyków. Problem rodzimych terrorystów jednak nie zniknął wraz z napływem muzułmanów do Europy, został jedynie przykryty.

Bilbao, Kraj Basków. Teren zależny od Hiszpanii, znajdujący się w północno wschodniej jej części. Jego mieszkańcy nigdy nie pogodzili się z tym, że nie są niepodległym państwem, a swoje niezadowolenie przez wiele lat wyrażali dużo mocniej niż dzisiaj bardziej słynni Katalończycy. Jest rok 1959, w Hiszpanii rządzi prawicowy generał Franco, który niszczy wszystkie akty nieposłuszeństwa wobec stolicy w Madrycie. W tym czasie w Bilbao powstaje Euskadi Ta Askatasuna (Baskonia i Wolność) czyli ETA.

Stworzona wśród studentów bojówka chce dać wyrazy niezadowolenia przeciwko panowaniu prawicowego, nacjonalistycznego generała. Zaczyna się od niewinnych malunków na pomnikach,czy miejscach hiszpańskiego kultu, później przeradza się to w zbrojne napady na banki w celu zdobycia środków dla organizacji, ostatni etap jest najbardziej drastyczny. ETA zachęcona lewicowymi przewrotami na Kubie czy w Wietnamie postanawia w podobny sposób walczyć u siebie. Tworzy militarną formację, która od tej pory będze siała w całej Europie postrach i widmo zamachów terrorystycznych. Celem staną się lotniska, dworce czy wiece polityczne. W ciągu kilkudziesięciu lat działalności zginą setki niewinnych ofiar. W 1973 roku dojdzie do najbardziej spektakularnej akcji Basków, zabiją premiera Hiszpanii namaszczonego na następce generała Franco, Luisa Carrero Blanco. Pod jego 2,5 tonową limuzyną zmierzającą spod wilii w Madrycie, w której mieszkał do klasztoru Jezuitów oddalonego o 300 metrów wybuchła kilku kilogramowa bomba.

9 lat później w Hiszpanii odbywa się piłkarski mundial, jedną z aren goszczących widzów jest Stadion San Mames w Bilbao. 16 czerwca wspomnianego roku dochodzi tam do wielkiego futbolowego hitu, Francja mierzy się z Anglią. To spotkanie na żywo ogląda ponad 40 000 osób w tym wielu Basków, którzy zaczynają rozumieć, że piłce nożnej wbrew pozorom bardzo blisko do polityki. Jednocześnie lokalny klub Athletic Bilbao, w tym czasie święci swoje największe sukcesy od kilkudziesięciu lat (zdobywa mistrzostwo Hiszpanii).Nic więc dziwnego, że formułuje się tam grupa kibicowska Herri Norte Taldea (Ekipa z północnego miasta) przyjmująca skrót HNT. Od początku oprócz wspólnego wspierania drużyny przyświeca im też jednakowy cel ideologiczny- niepodległość, wszak są kibicami klubu, w którym grają tylko Baskowie, lub osoby mające baskijskie pochodzenie ten stan rzeczy nie zmieni się do dziś.  Przez pierwsze lata działalności trudno jednak powiązać ich z ETA, wpływ ma na to głównie kryzys który dopadł drużynę Athletic pod koniec lat 80-tych i który to wyraźnie wpłynął też na to co działo się na stadionie.

Wszystko zmienia się na początku lat 90-tych w ekipie dochodzi do rozłamu, na tych którzy chcą by stadion był miejscem apolitycznym i na tych, którzy chcą krzewić idee niepodległościowe. Wygrywają Ci drudzy. Od tamtej pory grupa ma charakter bojówkowy i antyfaszystowski. Staną się stałym członkiem marszów lewicowej Antify odpowiedzialnej za akty wandalizmu i chaosu na całym świecie. Są organizatorami chociażby Dnia Imigranta w Hiszpanii podczas, którego bardzo często ścierają się z policją i przeciwnikami.

W tym też okresie zawiąże się ich współpraca z ETA. Choć już wcześniej w swoich szeregach mieli członków tej baskijskiej grupy paramilitarnej to dopiero teraz HNT zostanie wykorzystana jako grupa zbrojna.

Jednym z działań zamachowców z kraju Basków są tzw. kale borokka, czyli walka uliczna polegająca na podpaleniach, wybijaniu szyb czy zamieszkach ulicznych i to głównie w tym przez wiele lat pomagała im „Ekipa z północnego miasta” ale to nie jedyne działania.  Gdy w 2002 roku podczas szczytu Unii Europejskiej w Sewilli wybuchło 5 bomb, to minuta ciszy na stadionie Athletic zamieniła się w owację, podobnie w 2006 gdy na madryckim lotnisku śmierć poniosły 2 osoby, a kolejnych 20 zostało rannych. W 2011 roku ETA zmuszona naciskiem społeczeństwa zawiesiła działalność zbrojną, tym samym wyciszając poczynania kibicowskiej ekipy HNT. Na stadionie Athleticu jednak nie stracili oni swojego animuszu, wciąż nietrudno o symbole polityczne, nawet tak szokujące jak flaga Związku Radzieckiego,która pojawiła się przy okazji aneksji Krymu przez Rosję.

Herri Norte Taldea ma też swoje spojrzenie na walki w Donbasie. Przed meczem z Shachtarem Donieck,na ulicach Bilbao zorganizowali marsz, w którym domagali się opuszczenia przez ukraińskie wojska tych terenów.

W swojej symbolice bardzo często używają tej bliskiej islamskiemu dżihadowi czyli świętej wojnie i wypowiedzeniu śmierci przeciwnikom.

Europejska Federacja pilkarska nabrała wody w usta. Stara się nie zauważać problemu w tym, że organizacja z tak niechlubną przeszłością i wciąż radykalnymi poglądami również w stosunku do innych krajów, może w sposób legalny manifestować je podczas wydarzeń sportowych. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że na stadionie w Bilbao mamy tykającą terrorystyczną bombę, która w każdej chwili może wybuchnąć, a nikt nie ma odwagi by ją zdetonować.

Reklamy